Wystawa „Granice srebrnych przestrzeni. Polska biżuteria drugiej połowy XX wieku” pochodzi ze zbiorów prof. Ireny Huml, a jej uzupełnienie stanowią eksponaty z Muzeum Sztuki Złotniczej oddział Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym.

Ekspozycja ta została przygotowana przez Galerię Sztuki w Legnicy, Międzynarodowe Centrum Targowe i Muzeum Sztuki Złotniczej oddział Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym. Jest to w sumie ponad 300 obiektów reprezentujących powojenną biżuterię spółdzielni rzemieślniczych (m.in. Imago Artis, Orno, Warmet, Ryt), państwowych zakładów produkcyjnych oraz tworzących w tym okresie artystów-projektantów, zarówno nieżyjących już, jak Jadwiga i Jerzy Zaremscy, Józef Fajngold, Mamert Celmiński, Henryk Grunwald, jak i aktywnych zawodowo do dziś, m.in. braci Zaremskich, Zofii i Witolda Kozubskich, Marka Nowaczyka, Jacka Byczewskiego, Andrzeja Bossa czy Wojciecha Rygało.

To zestawienie jest pierwszą próbą wszechstronnego ujęcia zjawiska polskiej biżuterii drugiej połowy minionego wieku w panoramicznej perspektywie lat w mikroskali – niezależnie od ogólnej oceny poziomu artystycznego i technicznego obiektów. „Być może próba ta pozwoli rozszerzyć horyzonty badawcze nie tylko w kontekście sztuki i rzemiosła, ale także zwróci uwagę na pomijane dotychczas aspekty wartości w wymiarze społeczno-kulturowym, co pozwoliłoby zdefiniować istotę fenomenu odrębności stylu polskiej biżuterii tego okresu. Jeżeli cel ten, choć w części uda się osiągnąć, wystawa spełni swoją rolę” – wyraziła nadzieję prof. Irena Huml, historyk sztuki, kolekcjonerka, popularyzatorka i badaczka polskiego powojennego rzemiosła artystycznego.

Ta odrębność wynikała z izolacji, w jakiej polskiej sztuce złotniczej przyszło rozwijać się od czasów powojennych po lata 90. minionego wieku, jak również trudności w dostępie do materiałów i narzędzi jubilerskich. „Srebro było wtedy reglamentowane i drogie, dlatego powstawały ozdoby z miedzi, mosiądzu, a nawet takich zupełnie zastępczych materiałów jak kość bydlęca czy wołowa, robiono też inkrustacje z różnego rodzaju drewna oraz kolorowych szkiełek i koralików. Biżuteria miała wtedy lokalny, polski charakter, bazowała często na wzorcach ludowych, była w konwencji klasycznej. Wartość obiektów tworzyły nie użyte materiały, ale inwencja twórcza artysty. Narzędzia były praktycznie niedostępne, techniki warsztatowe dopiero się rodziły, twórcy dochodzili do nich samodzielnie metodą prób i błędów” – naświetliła kontekst kolekcjonerka. Taką właśnie biżuterię przez kilka dziesięcioleci nosiły Polki, a nie, jak często błędnie dziś się sądzi, nazbyt wtedy drogie ozdoby ze srebra tworzone przez artystów plastyków.

Do naszych czasów zachowała się jedynie niewielka część biżuterii z tamtych czasów, ponieważ w latach 80. zapanowała moda na delikatnie ozdoby, a deficyt surowca wymuszał przetapianie „reliktów przeszłości”. Inspiracją do powiększenia prywatnej kolekcję biżuterii była dla prof. Ireny Huml chęć uratowaniu jej przed niegodnym końcem w złotniczym tyglu. Działalność tę kolekcjonerka prowadziła przez wiele lat, gromadząc świadectwa z tej ciągle jeszcze mało znanej i wyjątkowo ciekawej epoki w rozwoju polskiej sztuki złotniczej.

Granice srebrnych przestrzeni. Polska biżuteria drugiej połowy XX wieku
Wystawa ze zbiorów prof. Ireny Huml uzupełniona zbiorami z Muzeum Sztuki Złotniczej oddział Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym
Targi Złoto Srebro Czas
4-6 października 2013