Poznałem Go pod koniec listopada 2000 roku. Przyszedłem do Niego z ofertą targów Złoto Srebro Czas. Kończył się rok, w którym udało nam się z sukcesem zorganizować pierwszą edycję targów biżuterii i zegarków. Potrzebowaliśmy jednak wsparcia finansowego i organizacyjnego. Dlatego umówiłem się z Nim
w siedzibie Jego firmy przy ul. Finlandzkiej. Tak zaczęła się moja kilkunastoletnia znajomość, najpierw z Panem Prezesem Eugeniuszem Galimskim, potem z Prezesem Eugeniuszem, a w ostatnich latach po prostu z Gieniem.
Prezes Eugeniusz kochał swoją pracę. Zawsze powtarzał, że jest niesamowitym szczęściarzem bo dane mu było pracować przez całe życie tylko w jednej firmie: w ukochanej Pracowni Sztuk Plastycznych. Był skarbnicą anegdot i wspomnień dotyczących tej firmy. Przeżył w niej wiele wspaniałych chwil. Był profesjonalistą w każdym calu. Każdy kto z nim pracował potwierdzi, że przychodził na spotkania przygotowany jak mało kto. Lubił wstawać rano i czytać sterty pism, dokumentów i umów. Opatrywał je masą szczegółowych uwag i pytań. Przeszedłem u Niego niezłą szkołę pisania listów do Prezydentów i Premierów, ważnych Prezesów równie ważnych Izb oraz Przewodniczących Stowarzyszeń. U Prezesa Eugeniusza każde zdanie, każdy przecinek miały istotne znaczenie. Nigdy nie zapomnę o wyjątku „stawiania przecinka przed oraz”, a także o zasadzie posiadania zapasowego oryginału pisma lub dyplomu, którą do dziś stosuje w mojej codziennej praktyce zawodowej. Nie zapomnę również mojej radości, kiedy nasza ulubiona sekretarka Jola przynosiła od Prezesa Galimskiego pismo bez uwag lub z drobną korektą. To znaczyło, że napisany tekst był naprawdę dobry.
Od początku naszej współpracy połączyło nas zamiłowanie do kultury rosyjskiej. Obaj lubiliśmy książki Dostojewskiego i humor Zoszczenki, pieśni Chóru Aleksandrowa, piosenki Okudżawy i Wysockiego, ale też i nowoczesnej grupy Leningrad. Pamiętam, jak Prezes Galimski zaskoczył mnie, kiedy przywiózł ich ostatnią płytę ze swojego kolejnego wyjazdu do Moskwy. –¦wietne piosenki, tylko jak dla mnie czasami nieco za wulgarne – skomentował, pożyczając mi płytę.
Ludzi tak naprawdę poznajemy w chwilach dla nas ważnych i szczególnych. Kiedy dowiedziałem się, że będę ojcem, poszedłem do szefa po podwyżkę. Prezes Eugeniusz wysłuchał mnie i odparł: „Nie mogę podnieść Ci pensji ale zrobimy tak – będziesz mógł dwie godziny wcześniej wychodzić z pracy. Masz głowę na karku, na pewno znajdziesz sobie dodatkowe zajęcie!”. I znalazłem. Po kilkunastu miesiącach, kiedy powiedziałem Mu, że dostałem ciekawą propozycję pracy w innej firmie i nie za bardzo wiem, co z tym fantem zrobić, doradził mi, żebym spróbował swoich sił i podjął się tego nowego wyzwania, a w razie niepowodzenia to zawsze mogę wrócić do Jego ukochanego PSP na Finlandzką. Kiedy w 2007 roku przenosiłem się z Warszawy do Gdańska, ponownie usłyszałem Jego zapewnienie, że jakby co to na Finlandzkiej czeka na mnie miejsce. Takich szefów dziś już nie spotyka się w tym kraju.
W ostatnich latach, Eugeniusz powoli szykował się na emeryturę i coraz więcej kompetencji przekazywał swojemu synowi oraz współpracownikom. Mnie także coraz mniej łączyło zawodowo z Panem Prezesem ale coraz więcej rozmawialiśmy na inne tematy. Lubiliśmy podczas ważnych spotkań piłkarskich lub siatkarskich wymieniać między sobą „esemesowe” komentarze. Nie zapomnę nigdy, jak obaj cieszyliśmy się z pierwszego punktu białoruskiej drużyny Bate Borysów w Lidze Mistrzów. Podlasie i Białoruś były z oczywistych względów bardzo bliskie Eugeniuszowi. W tamtych stronach urodził się i wychował oraz posiadał swój ukochany zielony zakątek ze wspaniałym domem. W ostatnich miesiącach kilka razy wymienialiśmy uwagi na temat pielęgnacji drzew i krzewów bo po czterdziestce i mnie ogarnęła chęć posiadania swojej „zielonej odskoczni od codziennej rzeczywistości”. Pod koniec września tego roku poprosiłem Eugeniusza o kilka przepisów na nalewki. Wiedziałem, że od lat przyrządza je i jest w tym prawdziwym mistrzem. Przez znajomego przekazał mi dwie książeczki z ponad 200 przepisami oraz 9 dobrych rad sporządzania nalewek domowym sposobem. Do książek dołączył liścik. -Serwus Roberto ! – tak zaczyna się ostatnia korespondencja, jaką otrzymałem od Pana Prezesa Eugeniusza Galimskiego. Napisał ją jak zwykle swoim ulubionym piórem na połówce kartki A4. Kilka tygodni później dowiedziałem się o jego śmierci. Wiadomość spadła na mnie jak grom z jasnego nieba! Eugeniusz jak zwykle trzymał do końca wysoko podniesioną gardę. Zachowam do końca życia ostatnią kartkę z dobrą radą od Niego: „Najlepsze nalewki to te, które najdłużej leżakują. Powodzenia. Gienek”. Tak jest, Panie Prezesie! Zawsze o tym będę pamiętał. Roberto.