Choć sztukę jubilerską i dobry design w biżuterii mało kto dziś docenia, poznańska Galeria YES nie ustaje w wysiłkach na rzecz promowania polskich twórców. Do 25 maja można tam oglądać biżuterię znanego designera Jacka Ostrowskiego.

Na wystawie prezentowane są zarówno starsze, jak i całkiem nowe kolekcje biżuterii, świadczące o jego zmianie myślenia o biżuterii, jaka dokonała się na przestrzeni ostatnich 15 lat. Wcześniejsze kolekcje, takie jak „X-Play” czy „Space” on sam nazywa klasycznymi, choć nawet dziś, wiele lat od premiery, nadal zaskakują odmiennością myślenia i geometrycznymi, wręcz architektonicznymi formami. Dlaczego dla autora są już klasyką, zrozumiemy, kiedy przyjrzymy się jego najnowszym pomysłom, stanowiącym połączenie wielobarwnego akrylu ze srebrem, bursztynem czy kryształami Swarovski Elements. Dziś Jacek Ostrowski stawia przede wszystkim na zabawę z kolorem i formą oraz mariaż ze światem mody. „Te nowe kolekcje – ‘Big Ring’ oraz ‘Street Line’ z założenia miały być modowe: stąd tak dużo koloru, by każdy mógł z tej bogatej palety barw wybrać coś dla siebie” – mówił na wernisażu. Wszystkie świadczą zarówno o jego kreatywności, jak i sprawności technicznej. Tej ostatniej dowodzą zwłaszcza ręcznie wykonywane zegarki srebrne zdobione bursztynem – na wystawie można podziwiać kilka projektów z limitowanej kolekcji designerskich czasomierzy.

„Jacek Ostrowski jak mało kto rozumie potrzeby rynku, umie na nie szybko i skutecznie zareagować. O biżuterii myśli całościowo: doskonale wie, jak ważnym elementem jest opakowanie – u niego jest ono zaprojektowane indywidualnie do kolekcji biżuterii, samo w sobie jest jak dzieło sztuki” – wychwala projektanta Magdalena Kwiatkiewicz, właścicielka Galerii YES, znana promotorka sztuki złotniczej. Początkowo to właśnie prace polskich artystów plastyków wypełniały galeryjne gabloty, jednak chcąc nadążać za szybko postępującymi zmianami na rynku biżuterii zdecydowała poszerzyć pole działania o design i modę. „Tworząc to miejsce, jak również moją prywatną kolekcję sztuki złotniczej, miałam nadzieję, że zarażę innych moją pasją. Dziś wprawdzie straciłam te złudzenia, ale nie straciłam motywacji do pokazywania innym dobrego rzemiosła i dobrego designu” – deklaruje Magdalena Kwiatkiewicz.